środa, 15 października 2014

Rozdział 1.

- Dosyć! Mam tego po dziurki w nosie, że akurat załatwiasz jakąś sprawę ze znajomymi! Miałaś pozmywać, sprzątnąć, pomóc bratu w lekcjach i wyprowadzić psa! I co zrobiłaś!? Nic! 
- Daj mi spokój, pozmywam zaraz, bałaganu w pokoju nie mam, to że mój brat to nieuk to nie moja wina, a pies jest jego. Akurat załatwiam znajomej ważne leki...więc weź mi nie przeszkadzaj. - powiedziałam znużona już krzykiem matki. Nim zdążyłam się kapnąć, mój laptop wylądował na ziemi, a klawiatura została sponiewierana i całkowicie bezużyteczna. 
- Odbiło Ci ?! Wiesz ile to kosztowało?! - wrzasnęłam na cały dom, i wybiegłam z pokoju. Zeskoczyłam ze schodów, i pędem ubrałam buty oraz kurtkę, aby mnie nie zauważono. Gdy otwierałam klamkę poczułam, jak dostaję jakąś ścierką w plecy - nie obchodziło mnie to. Trzasnęłam drzwiami i wyciągnęłam komórkę z małej torebki. 
- Halo, Meg? - zapytał głos w telefonie. - Jest 23, stało się coś ważnego, czy po prostu odbiło Ci i chcesz się zabić?
- Nic z tych rzeczy...no, może przeważmy na tą pierwszą sprawę. Słuchaj, mam zamiar uciec z domu. - powiedziałam cicho. W słuchawce słychać było wybuch śmiechu i jakieś odgłosy, coś typu ''zamknij jadaczkę''. 
- Haha, oszalałaś? Niby czemu? Czym Cię tym razem wnerwili?
- Zrzucili mi laptopa. I nic by się nie stało, gdyby nie to, że właśnie zamawiałam leki dla Ciebie. Nie dojdą, bo przerwałam transakcję. 
Po chwili słyszałam trzask, i ciszę - Aiga się rozłączyła. 
''Zarąbiście'' - pomyślałam. Zobaczyłam zapalane światło w pokoju u mojego brata. Powiedziałam do niego w myślach ''głąb''. Właśnie straciłam najlepszą przyjaciółkę. Brawo, Megumi! Zawsze musisz coś spierniczyć. Zaczęłam biec przed siebie. Postanowiłam, że jedną noc spędzę gdzie indziej. Żeby dotrzymać towarzystwa samotności i uspokoić się. Po kilku godzinach biegu, stanęłam. Dziwiłam się sama sobie, ostatnio miałam kondycję jak kulawy królik, a teraz biegłam przed siebie przez jakieś 3 godziny.
Obejrzałam się dookoła. Wylądowałam na jakimś pustkowiu. Trochę przypominało to las, ale nie było tu trawy, tylko piasek. Wszędzie był ciemny piasek, kurzący się, i robiący dymną zasłonę przy każdym kroku. Podeszłam do jakiegoś drzewa, i usiadłam pod nim. Wyciągnęłam z torebki zeszycik z notatkami dotyczącymi moich starych...przyjaciół. Sięgnęłam po zapalniczkę, i zaczęłam wyrywać i spalać po kartce. Po chwili, pojawiła się przede mną kartka, na której było zdjęcie - moje, i ojego przyjaciela, Joela. Śmialiśmy się, i staliśmy przytuleni, a Aiga robiła nam zdjęcie. Pogniotłam je i spaliłam, a potem czułam, jak moje oczy zaczynają odmawiać posłuszeństwa. Zaczęłam płakać, ale nie był to szloch. Zaczęłam płakać całą sobą, wyrzuciłam z siebie wszystkie smutki i emocje. Potem zamknęła m oczy, a ciemność mnie pochłonęła. 
Nagle coś pstryknęło mnie w nos. Otworzyłam oczy i zobaczyłam chłopaka, ubranego w bluzę z kapturem i szare, dresowe spodnie. Miał czarne włosy, jasnoniebieskie oczy i wyglądał na strasznie zdziwionego.
- Co ty tutaj robisz, mała? - spytał. Jego głos był ciężki, jakby nosił na sobie jakieś brzemię. Mimo to, uśmiechnął się. I ten uśmiech dodał mi otuchy.
- Siedzę. Nie widać? - odpowiedziałam naburmuszona, że wyrwał mnie ze snu.
- Nie widziałem Ci tu nigdy. Co tu robisz o tak późnej porze? Nie boisz się, że ktoś może...Cię porwać? - zaczął powoli klękać i przystawiać się do mnie. Rozszerzył usta w odważnym uśmiechu. Uderzyłam go z pięści w nos. Poleciał do tyłu.
- Zboczeniec! - wstałam szybko, kopnęłam go w kroczę i zaczęłam biec i ciągle zmieniać kierunki, żeby mnie nie znalazł. I nie wiem jak to się stało, ale kiedy zatrzymałam się chowając swoje ciało stosownie do ułożenia drzewa, on pojawił się NA tym drzewie. Przestraszona krzyknęłam, ale nie mogłam biec dalej. Moje ciało było już na tyle znużone, że zaczęło mi się kręcić w głowie.
I upadłam, słysząc tylko szelest liści koło mojej głowy.

                                                          ***
Witam ;w; Dobra, wiem. Pierwszy rozdział nie jest tak udany jak prolog *Haha, jaki fejk*. No ale cóż ^^ Może następnym razem pojawi się trochę więcej akcji. Proszę nie być zbyt chamskim, ponieważ tak jak Megumi jestem strasznie zmęczona. Dziękuję za przeczytanie rozdziału. Ja ne!

~Prolog.~

Widziałam jego gardzące spojrzenie. Patrzył na mnie, jakbym go zdradziła, bo w końcu...zrobiłam to. Żenujące, ale tak. I teraz właśnie doświadczam tej rzeczy, o której ludzie mówią, że żałują. Najbardziej z całego swojego życia. I ze wszystkich rzeczy, które dotychczas udało im się zrobić. ''Udało''. Schylił się, i dał mi porządnie w policzek. Był coraz bardziej zły, gotowy nawet by mnie zabić. Jednak...ja wciąż tego nie czułam. Wciąż bez wahania mogłabym powiedzieć ''Idioto! Co robisz? Zmywajmy się stąd, zanim Twój mózg do reszty eksploduje!'', i to z bardziej wyzywającym tonem, niż to, co on czuje teraz do mnie. No i równocześnie mogłabym teraz go przytulić, bo tego brakowało mi od zawsze. I zrobiłabym to, gdyby nie to, że miałam związane ręce, albo to, że on odrzucił by mnie. A to bolało by bardziej niż śmierć. Albo cokolwiek innego. Pomimo to...uśmiechnęłam się do niego. Mina mu zrzedła. Teraz wyglądał, jakby właśnie zobaczył śmierć bliskiej osoby, i to jeszcze z jego winy. Cóż...można uznać, że ja właśnie tak się czuję. Umieram. W środku. Pochyliłam się w jego stronę, i powiedziałam te dwa słowa. Dwa słowa, po których zapadła obezwładniająca cisza. Dwa słowa, w który ukryte było więcej, niż tysiąc wyjaśnień.
- Wybacz...mi.



                                                                               ***

O Boże...no to, tak, Meri-chan ma bloga!! ;w; Nigdy nie myślałam o tym żeby pisać...znaczy wcześniej miałam już bloga, w którym pisałam opowiadanie, no ale...nie oszukujmy się. Był on kompletnym nie wypałem...ehh, mam nadzieję, że mało osób będzie to czytać >w< Nie chcę potem jakiejś apokalipsy hejtów... :3 W każdym razie dziękuję za przeczytanie prologu, później bądź tomorrow pojawi się nowy rozdział. Ja ne! ♥